Słysząc, że jest osoba dobra, świat znająca,
A postrzegam, że ona coś tu nam zamąca,
Intryguje i pono Tadeuszka wabi;
Śledzę ją; albo może bierze się do Hrabi,
Może do obu razem. Obmyślmy więc środki,
Jak się jej pozbyć, bo stąd mogą urość plotki,
Zły przykład i pomiędzy młokosami zwady,
Które mogą pomieszać twe prawne układy".
"Układy? - krzyknął Sędzia z niezwykłym zapałem -
Z układów kwita, już je skończyłem, zerwałem".
"A to co? - przerwał Robak. - Gdzie rozum? gdzie głowa?
Co tu mi Wasze bajasz? jaka burda nowa?"
"Nie z mej winy - rzekł Sędzia. - Proces to wyjaśni:
Hrabia, pyszałek, głupiec, był przyczyną waśni,
I Gerwazy łotr; lecz to do sądu należy.
Szkoda, żeś nie był, Księże, w zamku na wieczerzy,
Poświadczyłbyś, jak Hrabia srodze mnie obraził".
"Po coś Waść - krzyknął Robak - do tych ruin łaził?
Wiesz, jak zamku nie cierpię; odtąd moja noga
Tam nie postanie. Znowu kłótnia! kara Boga!
Jakże tam było? powiedz; trzeba tę rzecz zatrzeć.
Już mię znudziło wreszcie na tyle głupstw patrzeć.
Ważniejsze ja mam sprawy niż godzić pieniaczy,
Ale jeszcze raz zgodzę".
"Zgodzić? Cóż to znaczy!
A idźże mi Waść wreszcie z tą zgodą do licha! -
Przerwał Sędzia, tupnąwszy nogą. - Patrzcie mnicha!
Że go przyjmuję grzecznie, chce mnie za nos wodzić.
Wiedz Wasze, że Soplice nie zwykli się godzić;
Gdy pozwą, muszą wygrać: nieraz w ich imieniu
Księga 6 - strona 6 >>