Adam Mickiewicz

Pan Tadeusz - Księga 7 - strona 2

Zbito Prusaków na łeb, na szyję, wygrana!>>
Ja, z konia zsiadłszy, zaraz padłem na kolana,
Dziękując Panu Bogu.

Do miasta jedziemy
Niby dla interesu, niby nic nie wiemy,
Aż tu widzimy: wszystkie landraty, hofraty,
Komisarze i wszystkie podobne psubraty
Kłaniają się nam nisko; każdy drży, blednieje,
Jako owad prusaczy, gdy wrzątkiem kto zleje.
My śmiejąc się, trąc ręce, prosim uniżenie
O nowinki? pytamy, co słychać o Jenie?
Tu ich strach zdjął, dziwią się, że o klęsce owej
Już wiemy; krzyczą Niemcy: <<Achary Got! o wej!>>
Spuściwszy nos, do domów, z domów dalej w nogi -
O, to był rwetes! Wszystkie wielkopolskie drogi
Pełne uciekających; niemczyska jak mrowie
Pełzną, ciągną pojazdy, które lud tam zowie
Wageny i fornalki; mężczyźni, kobiety,
Z fajkami, z imbryczkami, wleką pudła, bety;
Drapią, jak mogą; a my milczkiem wchodzim w radę:
Hejże na koń, pomieszać Niemcom rejteradę!
Nuż landratom tłuc w karki, z hofratów drzeć schaby,
A herów oficerów łowić za harcaby -
A jenerał Dąbrowski wpada do Poznania
I cesarski przynosi rozkaz: do powstania!
W tydzień jeden - tak lud nasz Prusaków wychłostał
I wygnał, na lekarstwo Niemca byś nie dostał!

Gdyby się tak obrócić i gracko, i raźnie,

Księga 7 - strona 3 >>